Aktualności

„Kajakarze z MKŻ OPTI zamienili kajaki na rowery”.

„Kajakarze z MKŻ OPTI zamienili kajaki na rowery”.

Plan był taki: w dniach od 1 do 3 maja  płyniemy Iną do betonowca. A że wielokrotnie rozsądek bierze górę nad chęciami, to trzeba było zweryfikować nasze plany. Pogoda mało sprzyjająca stwierdzamy kolektywnie, to co robimy?. A może by tak na rowery? Ale jak na kajaku? No nie, tak ogólnie. No cóż, pomysł jest, teraz plan. I cóż – trzeba było ułożyć plan i tak:

Logistyka:

Przyczepę bierzemy od kolegi Arka i musimy do niej jakoś upakować kilkanaście rowerów. Kilkanaście?, a dokładnie 22 J Udało się wsadzić 18, a gdzie 4 pozostałe?  Szybki rekonesans wśród znajomych jak upchnąć i jest kolega Marek, który ma dostawczaka i wejdą pozostałe rowery i nawet grill się zmieści.

Zaczynamy 1 maja w miejscowości Cieszyno, ośrodek EkoLand (okolica piękna, dookoła woda i las, aż się prosi by popływać, ale to nie ta wyprawa. Ośrodek? – no cóż pozostawię bez komentarza L – nie polecamy. Docieramy na miejsce około godziny 10.00, zajmujemy pokoje i w drogę. Szybki rekonesans na mapie, dokąd jechać. Okazuje się, że jest piękna wiodąca przez las ścieżka rowerowa do Złocieńca –  no to w drogę. Tylko pozazdrościć pomysłowości, z programu lokalnego PO RYBY została wybudowana ścieżka rowerowa wiodąca po starym nasypie kolejowym z miejscowości Złocieniec do Połczyna Zdroju. Bajecznie. Uspakajający śpiew ptaków, zapach sosny i igliwia, super. Jazda jak po stole bezkolizyjnie, bez żadnych samochodów. W miłym towarzystwie czas szybko leci i zaledwie po 1 godzinie docieramy do Złocieńca. Pokręciliśmy się po miejscowości, może jakiś obiadek byśmy zjedli… Może być pizza. W dobie smartfonów nie ma problemów, aby coś znaleźć – nawet 1 maja.  Po jedzeniu, dzięki niezastąpionej wiedzy historyczno-turystycznej kolegi Andrzeja zwiedzamy ruiny, a właściwie zgliszcza zamku Schloss Falkenburg oraz park Żubra. Wracamy do ośrodka, najmłodsi uczestnicy są niestrudzeni, ganiają po boisku i ciągną dorosłych na ryby. Część dorosłych idzie z dziećmi, a reszta niech szykuje grilla. Młodzi wędkarze szybko się znudzili,  a zestawy wędkarskie tak poplątali, że nawet węzeł gordyjski nie był tak skomplikowanyL  Czas na kolacje i na wieczorne gry i zabawy, co tam się działo … pozostawię to jako tajemnicę i zachętę dla innych, by się skusili i zobaczyli jaka z nami jest zabawa J

Kolejny dzień. Szybkie śniadanie i w drogę. Jaki plan? Gdzie jedziemy? Do pałacu w Siemczynie, przez las, będzie fajnie. Fajnie? Nikt nie zapytał ile to kilometrów. I już w pierwszą stronę mamy kryzys. Jedynie piękno natury rekompensuje wszystkie utrudnienia i niedogodności związane z odległością. Jakież było rozczarowanie kiedy okazało się, że w nadwornej restauracji nie ma jedzenia. Ale cóż są goście, trzeba coś zaradzić. Pani z obsługi restauracyjnej zaproponowała rosół i botwinkę (barszczyk ukraiński bardziej). Zupki były naprawdę smaczne, a dla dzieciaków dodatkowo dostaliśmy ciasteczka. Tylko to dodało dzieciakom energii do dalszej jazdy. Trzeba wracać, a ile to kilometrów?… Teraz tylko 7, no może 8, a wcześniej było dużo więcej.

Jak się okazało droga powrotna bajka –  bo było z górki – jak to dzieciaki stwierdziły. A na  miejscu okazało się, że dzieciom zostały ogromne pokłady energii. Dorośli rozeszli się po pokojach aby odpocząć, a dzieciaki hulaj dusza piekła nie ma. Robimy ognisko, zabawy, ale nie zadługo i spać. Zmęczenie dało się we znaki, wszyscy szybko zasnęli z myślą o jutrzejszym planie. Rano pakujemy się, szybkie śniadanie i jedziemy do Połczyna, a jak wrócimy? Podstawiamy do Połczyna samochód z przyczepą, by zapakować rowery, a potem wrócimy po samochody. Po godzinie ruszamy w drogę. Wracamy na nasyp (ścieżkę Szlak Zwiniętych Torów”) i kierunek Połczyn – na lody. Trasa wiedzie przez las, przepiękne stare stacyjki kolejki wąskotorowej zamienione w agroturystykę, mijamy jedną za drugą. Szukamy gdzie zrobić pierwszy postój, nic nas nie goni, mamy czas Zatrzymujemy się przy starym przyczółku mostowym i zaczynają się opowieści i snucie historii co to i po co to. Dobra, dobra nie gadamy jemy i dalej w drogę. Zostało jeszcze trochę do pokonania, a ile? Następny przystanek w Zajączkowie. A co tam jest? Postój. Jedziemy, nie ma co. Tak jak wspomniałem ścieżka prowadzi po nasypie i nie możemy wyjść z podziwu, że bez tych wszystkich maszyn Niemcy dokonali takich cudów. Nasyp, konstrukcja kolejowa nie może mieć znacznych przewyższeń, a miejscami mijamy wręcz skaliste wąwozy, wysokie na co najmniej 25 m, jak  nie 35 m. Są zakręty, ale ich się nie odczuwa, gdyż średnio zakręt jest zrobiony na odcinku co najmniej  pół kilometra i jest bardzo łagodny. Zmienność widoków jest po prostu onieśmielająca. Raz las, za chwilę piękne jeziorka, a to pachnące pola i łąki. Sama rozmaitość roślinna i ten powiew świeżości. Przejeżdżając przez las bukowy, świeża zieleń tak odbija promienie światła, że aż oślepia. Ups! Już jest Połczyn Zdrój. Koniec trasy. Czas na lody, a może coś więcej. Trzeba jechać po samochody. Panie zostaną z dzieciakami, a my po auta.

Podsumowując

Czas 3 dni, dystans około 65 km, trasa łatwa miła i przyjemna, towarzystwo doborowe. Tylko nasuwa się jedno pytanie, czemu Ciebie z nami nie było?

PS.

Do zobaczenia następnym razem. Zapytasz kiedy? Spójrz w kalendarz imprez.

 

Bobby Wagner Jersey cheap Bobby Wagner Jersey authentic Bobby Wagner Jersey Bobby Wagner Jersey sale Josh Norman Jersey cheap Josh Norman Jersey authentic Josh Norman Jersey Josh Norman Jersey sale