Aktualności

„NIE DLA MIĘCZAKÓW” z Czarnkowa do Szczecina trasa 300 km.

„NIE DLA MIĘCZAKÓW” z Czarnkowa do Szczecina trasa 300 km.

W dniach od 1 do 7 sierpnia br.  zgodnie z kalendarzem imprez Klubu MKŻ OPTI odbył się spływ  „NIE DLA MIĘCZAKÓW” z planowaną trasą z  Czarnkowa do Szczecina trasa 300 km.  Oczywiście plany planami, a życie życiem – jak się okazało.

Ale od początku. Tak jak wspomniałem rozpoczęliśmy spływ w dniu 1 sierpnia z Czarnkowa. Urokliwa miejscowość w Wielkopolsce. Dzięki uprzejmości Pana bosmana Zdzisława rozbiliśmy namioty w uroczej i jakże gościnnej Marinie Czarnków. A trzeba przyznać, że tym razem frekwencja jak na taki dystans  prawie  100% (w klubie jest 7 kajaków) a nas jest trzynaścioro. I po raz kolejny widać, że mieszkańcom Kamienia zarówno dużym jak i małym się chce. Na 13 uczestników spływu 6 to dzieci. W dniu dzisiejszym do przepłynięcia na rozgrzewkę dystans 50 km – zakomunikował komandor spływu. Niestety z powodu bólu zęba koleżanki i konieczności znalezienia miejscowego stomatologa, nasz start przesunął się na godz. 12.00 Patrząc na Noteć – rzeka jakby uśpiona, niby szeroka nurt niby jest, ale taki strasznie niemrawy, dlatego też ten odcinek nosi nazwę Noteci Leniwej. No to na wodę, nie ma na co czekać.  Pożegnaliśmy Marinę Czarnków. Po przepłynięciu około 6 km czeka nas pierwsze śluzowanie, a trzeba wspomnieć, że na Noteci będziemy korzystać z, jakże wspaniałych noteckich śluz. A jest ich na naszej trasie aż 6. Na dzisiejszy postój wyznaczona jest przystań Wieleń. Czas mija bardzo szybko, a kilometry wolno, jednak niezapomniane widoki, przyroda oraz zabytki techniki hydrotechniki (śluzy jak i prom górnolinowy przewożący pasażerów przez Noteć) rekompensują wszystko. W myśl powiedzenia „mierz siły na zamiary” trzeba weryfikować plany na bieżąco. Zmęczenia naszym Paniom dało się już we znaki. Przepłynęliśmy ok. 26 km, dzieciaki zaczęły się nudzić. Dotarliśmy pięknej drewnianej stanicy kajakowej wraz sanitariatami, miejscem do grillowania boiskiem do siatkówki, wiatami z miejscami na posiłki, a wszystko to pośród przepiekanych polskich łąk. Obiekt wybudowany we współdziałaniu z Unią Europejską na szlaku wodnym Wielkiej Pętli Wielkopolski. Rozkładamy namioty, jakaś kolacja i … nasi panowie poszli na rekonesans po okolicy, niestety zajęło im to nieco czasu gdyż do najbliższego sklepu było około 45min marszu. I tu po raz kolejny spotkaliśmy się wielką życzliwością mieszkańców Wielkopolski, tym razem w miejscowości Wrzeszczyna. W lokalnym sklepie Pani sklepowa specjalnie dla nas zamówiła lokalną kiełbaskę na grilla (bardzo smaczny lokalny wyrób), ale nie tylko ona nas miło przyjęła miejscowe „chłopaki” też będą o nas pamiętały. Zastanawiamy się, co jutrzejszy dzień nam przyniesie. Poranna toaleta, śniadanie i czas na relaks. Mały turniej piłki plażowej, próba połowu ryb przez małych wędkarzy,  ale trzeba płynąć. Dziś przed nami kolejne 30 parę kilometrów. I cóż pogoda dziś nas nie rozpieszcza po wczorajszej pięknej pogodzie dziś wiatr w oczy i letni deszczyk. Ale czemu przez tyle godzin? 🙁 Złą pogodę rekompensują piękne widoki, chciałoby się powiedzieć „wsi spokojna, wsi wesoła” gdyż tak jak mijają nam kilometry tak samo mijamy kolejne miejscowości. Nie brakuje po drodze wędkarzy, którzy radośnie nas witają i pytają gdzie płyniemy. Mówimy, że do Szczecina, a oni tylko się uśmiechają. Za nami już śluza Wrzeszczyna, Wieleń i jeszcze kawałeczek i dopływamy do Drawska. Ale to nie to, które my tak dobrze znamy Pomorskie tylko Wlkp. A to daleko jeszcze. Dzieciaki umilając sobie czas płynięcia „łowią ryby”, śpią lub śpiewają przeróżne piosenki. Okazuje się, że numer jeden to Zenek Martyniuk „przez twe oczy zielone”, a następnie repertuar Wuja „Zbóje ahoj” oraz cała płyta szlagierów kościelnych. Gdy się śpiewa czas szybko płynie pogoda zaczyna się klarować, ale i tak bez szału. Dopływamy do kolejnej przystani, a tu niespodzianka. Poznajemy  wyraz zaczynający się na literę „Y” czyli YNDZEL.  Marina na Yndzlu. Po paru minutach przyjechał bosman. Wskazał miejsce na rozbicie namiotów. Spojrzał na nas przemokniętych i zziębniętych i wiecie co? „Słuchajcie ja tu mam pokój przygotowany na jutro, ale szkoda mi się was zrobiło tych przemokniętych dzieciaków. Zabiorę tylko pościel i będziecie mogli się tam przespać.” Jaka radość była, pokoik, łóżeczka że hohoho? Cieplutki prysznic, rozkładamy się w pokoju i czas na miasto przecież dopiero 21.00. Malutkie zakupy, a i na rozgrzanie by się coś zdało. Po złocistym napoju w lokalnym drawskim barze wracamy na przystań spać. Kolejny dzień, aby przyniósł nam ładniejszą pogodę. Pogoda nieco lepsza niż wczoraj jednak słońca nie ma, aby tylko nie padało. Przygotowujemy przed budynkiem mariny śniadanie i znowu nawiązujemy znajomości tym razem z rezydentami mariny. Na pytanie skąd jesteśmy mówią, że mamy najładniejszą marinę na zachodniopomorskim szlaku. A jeszcze większe jest zdziwienie jak się dowiadują, dokąd płyniemy. Jednak trzeba płynąc i rady nie ma. Czas na wodę. Kolejna śluza Drawsko. Dziś do nadgonienia mamy 52 km. No tak i wtedy powstało hasło, „kto nie płynie ten ginie”.

Tutaj bardzo chciałbym podziękować przyjaciołom z Błękitnej Fali. Szybko mijamy Drezdenko. Kolejne kilometry za nami czas na jakiś obiad (no no coś zjeść) Trzebicz postój pod mostem, żeby, choć na chwile nie padało na głowę. Przywitały nas piękne konie, które były bardzo ciekawskie i też przyszły się schować przed deszczem. Jednak kilometrów jeszcze jest trochę przed nami więc płyniemy. Następny postój Santok. To tam gdzie Noteć wpada do Warty. I już. 20.00. Dopływamy, rozbijamy się i oczywiście niektóre marudy spływowe narzekają jaka zła infrastruktura nabrzeża a i „ręce bolą”, ale trzeba spać. Poranek słoneczny koło namiotów kręcą się bociany. Wczorajszy dystans dał się we znaki ręce bolą, ale 53 km zrobione. Śniadanie i co robimy… Miało być zwiedzanie, no to zwiedzamy. Zobaczmy muzeum, i punkt widokowy z przepiękną panoramą Santoka oraz wieżą, która niestety nie jest udostępniana do zwiedzania. Faktem jest, że warto poświecić trochę czasu i zobaczyć przepiękne muzeum, a panorama na zlewisko Noteci z Wartą aż dech zapiera. Płyniemy czy co robimy. Zostańmy dziś tutaj i tak tez się stało. Dzięki uprzejmości Kołu Gospodyń Wiejskich mogliśmy zobaczyć jak się wykonuje wieniec dożynkowy, a w zamian zaprosiliśmy Panie na ognisko z kiełbaskami. Śpiewom nie było końca jak to zawsze bywa w miłym towarzystwie czas szybko płynie i nim się obejrzeliśmy i już było po północy, a rano trzeba płynąć. Rano szybkie śniadanie i dalej na wodę. Dzisiaj do Gorzowa, a potem zobaczymy jak pogoda. Czyli ile? 20 km. Jak na razie pogoda nas nie rozpieszcza, ale nurt jest lepszy niż na Noteci. Według wskazań GPS nurt na Warcie wynosi ok. 7km/h szeroka rzeka przeraża, ale trzymamy się na początku brzegu i jakoś się płynie. Na brzegach widać fortyfikacje wojenne, umocnienia brzegu tez zupełnie inne niż na Noteci. Niewiadomo, kiedy i dopływamy do Gorzowa Wielkopolskiego. I co robimy? Płyniemy dalej. Szybki postój na przedmieściach Gorzowa kanapka, siusiu i dalej. Jaki nowy cel? – Świerkocin. Pogoda się wyklarowała, niebo się przetarło jest naprawdę fajnie. Chce się powiedzieć nareszcie. Czyli ile jeszcze? Jakieś 14 km ok. płyniemy. Kolega Paweł jest bezcenny. Jako jedyny potrafi załatwić ciepłe kiełbaski z grilla od wędkarzy i kawkę na ocieplenie? Po cieplutkiej kiełbie i po łyku ciepłej kawy z nowymi siłami aż się lepiej płynie. Około godziny 20.00 dopływamy do Świerkocina i nie po 14km od Gorzowa tylko 19 km Kolejny szok miała być przystań, a jest zatoka dla jakiejś barki, brak miejsca biwakowego nie mówiąc już o sanitariatach. Jeszcze na Yndzlu jeden z motorowodniaków zachwycony Mariną Kamień powiedział, że na Warcie od Santoka to jest tak jak na Amazonce. Szeroko, zero ludzi i infrastruktury. Mówił prawdę Do najbliższego sklepu zaledwie 4 km do Nowin Wielkich. A sklep tylko do 22.00 a jest 21.30. I po raz kolejny Paweł nas wszystkich zaskoczył. Zatrzymał „stopa” i namówił kierowcę by go zawiózł do sklepu, a jak by było tego mało, to żeby przywiózł go z powrotem, a ten się zgodził. (Adrianie bardzo dziękujemy). Noc szybko zapadła, a zmęczenie znowu daje znać. Rano zaskoczenie – obudziły nas krowy. Chce się powiedzieć, jaka przystań taka pobudka. Ej a co się potem działo…

A to będzie moją słodką tajemnicą. Płyńmy. Jak na razie pogoda zachęca do płynięcia? Czas na wodę! 34km przed nam Kostrzyn nad Odrą. Warta jakby nas dopiero dziś zapraszała do płynięcia. Po 10km robimy postój, trzeba coś zjeść. Piaszczysta plaża zaprasza wręcz by przystanąć na trochę i po raz kolejny przyroda rekompensuje wszystkie trudy płynięcia. Piękna łąka niczym stepy. Gdzie wzrokiem nie sięgnąć piękna świeża zieleń i gdzie niegdzie kępa krzaków lub pojedyncza wierzba? Sielsko anielsko. Wszyscy stwierdziliśmy, że trzeba było płynąć dalej i zamiast w Świerkowinie to  właśnie tu spędzić noc, no cóż, już za późno. Nabraliśmy sił, płyńmy. Zaledwie po godzinie pogoda się zmieniła. Zmieniła to mało powiedziane, załamanie pogody. Już dawno tak nie przywiało, wiatr zmusił nas do spłynięcia do brzegu i schronienia się jak ptaki wodne w trzcinach. Trzeba po prostu przeczekać. Całość trwała zaledwie 15 min., ale nastraszyło nas nieźle. Płyniemy dalej i ciągłe pytania dzieci daleko jeszcze? Tylko słupki kilometrowe informują nas jak daleko do Odry. Już widać w oddali Kostrzyn jeszcze tylko 1km. Dotarliśmy do mariny i na tym musimy zakończyć spływ. Ktoś liczył dni ile płyniemy? To już 6 dzień a zarazem ostatni. Cel nie został osiągnięty? Kilometrowo nie, ale jednak został, bo spływ taki jak żaden. Kolejna przygoda za nami. Snujemy plany już o kolejnej. Ale to jeszcze nie koniec, trzeba wyciągnąć kajaki na brzeg ostatni raz rozstawić namioty wykąpać się, jutro wracamy. Rozstawić namioty, tylko gdzie? wykąpać się też nie ma gdzie. Wuja, o co chodzi gdzie te prysznice i miejsce biwakowe? W końcu znalazło się jakieś niewielkie miejsce do rozłożenia namiotów i kluczyk do łazienki.  Bez komentarza. Wieczorem na kolację wizyta w MCdonald’s – dzieciaki były przeszczęśliwe. Za nami 162 km, czyli zostało jeszcze 148 km do końca, ale to może za rok. Hasło spływu ”Aneta dzwoń do dziada!”

W skrócie Czarnków/ Kostrzyn nad Odrą 162 km, 6 dni 13 śmiałków, dwie kobiety, pięciu mężczyzn, sześcioro dzieci niezapomniane wspomnienia

  IMG_20160801_193325 IMG_20160801_193343 IMG_20160801_194033 IMG_20160801_194131 IMG_20160802_135720 IMG_20160803_124550 IMG_20160805_130945 IMG_20160805_135459 IMG_20160805_145435 IMG_20160805_145852 IMG_20160805_150715 IMG_20160805_150801 IMG_20160805_162155 IMG_20160805_163520_1 IMG_20160805_205005 IMG_20160806_080330 IMG_20160807_101053 IMG_20160807_101058  IMGP1949 IMGP1965 IMGP1971 IMGP1978 IMGP2086 IMGP2089

Bobby Wagner Jersey cheap Bobby Wagner Jersey authentic Bobby Wagner Jersey Bobby Wagner Jersey sale Josh Norman Jersey cheap Josh Norman Jersey authentic Josh Norman Jersey Josh Norman Jersey sale